NASZ PROGRAM WYBORCZY

Jak co roku, nasze miasto stroi się barwami jesieni. Stało się też tradycją, że co cztery lata na licznych latarniach, płotach i budynkach wieszane są kolorowe plakaty i bandery, mające skłonić mieszkańców do oddania swojego głosu na najbardziej natarczywie prezentowaną bajkę. Smutne jest jednak to, że niewiele ma to wspólnego z prawdziwą demokracją. Trzeba bowiem wiedzieć, że partie ogólnopolskie dysponują potężnym, przeznaczonym na to budżetem. Lokalne organizacje, które powinny być prawdziwymi gospodarzami w swoich miastach, mają tylko własne składki. Wciąż liczy się to, czyje podobizny będą najliczniej konkurowały z kolorami jesieni, bo do tego przyzwyczajono wyborców.

Nie brakuje kandydatów, którzy w czasie minionych czterech lat nie zrealizowali ani jednej ze swoich obietnic. Co absolutnie w ich przypadku nie dziwi, ich najważniejszym zajęciem było pilne śledzenie sondaży poparcia dla ich partii. Do obecnych wyborów startują z innych już list, bo tak sugerują sondaże. Przyczyna tej ułomności polskiej demokracji tkwi niestety w wyborcach. Niewielu z nich uważnie analizuje programy czy rozlicza po czterech latach swoich wybrańców. To jest staczaniem się po równi pochyłej, skutkującym spadkiem frekwencji przy urnach. A przecież mamy decydować o przyszłości naszego domu, jakim jest Ruda Śląska. Prywatnie każdy doskonale radzi sobie z własnym lokum. Rozmawiamy, analizujemy, wypracowujemy kompromisy. Od razu eliminujemy projekty, na które po prostu nie będzie nas stać. Dlaczego zatem bezkrytycznie ulegamy roztaczanym przed nami obietnicom, w istocie nie mającym realnego oparcia w rzeczywistości? Dlaczego zamiast stanąć oko w oko z codziennymi problemami, wolimy obejrzeć projekcję mitycznego dobrobytu?

Popatrzcie krytycznie na obietnice choćby PO, która mami nas "miliardami dla samorządów". Oczywiście nie będą pochodziły z naszych podatków, a będziemy musieli te środki "kupić" od UE wkładem własnym. Czy w Rudzie Śląskiej mamy na to środki, skoro niemal co miesiąc miasto musi spłacać kilka milionów złotych długu, zaciągniętego na budowę Aquadromu? A za wkład własny nie będą uznane dotacje miasta dla budżetu Państwa (!!!), wnoszone w postaci a to atrakcyjnej działki pod budowę nowego gmachu sądu, a to dofinansowania Policji czy Państwowej Straży Pożarnej. Przecież to Państwo ma te instytucje finansować, przecież podatki VAT i CIT w całości wędrują do stolicy, pogłębiając samorządową biedę.

Nasz program wyborczy opiera się na solidnych, dobrze przemyślanych podstawach. Nie obiecujemy niczego, co miałoby podłoże kruche czy śliskie. Przede wszystkim chcemy położyć w Rudzie Śląskiej podwaliny pod budowę prawdziwej demokracji, a to przez utworzenie Rad poszczególnych jej dzielnic. Jeżeli chcemy by Ruda Śląska, nader często szyderczo wskazywana jako siedlisko patologii być tym przestała, musimy od nowa rozplanować jej połączenia komunikacyjne. Bo pociągi i autobusy docierać powinny do aktualnych skupisk miejsc pracy. Wiele zakładów u nas już zlikwidowano, kolejne czeka niechybny koniec. Opieka zdrowotna kuleje, przychodnie ledwie wiążą koniec z końcem. Jest na to rada: trzeba obniżyć im czynsze w sposób zadaniowy, z przeznaczeniem tak zyskiwanych ulg na służące pacjentom inwestycje. Bo teraz obowiązują je takie same stawki, jak np. apteki - choć to farmaceutów stać na zakup reklam telewizyjnych. Jedyne, nowe miejsca pracy w naszym mieście to przede wszystkim licznie budowane markety i "galerie", którym już brakuje najemców. Tymczasem jeden po drugim padają rodzinne sklepy czy punkty usługowe, właśnie ze względu na wysokość czynszu. Mało kto jest w stanie płacić tyle, co tych kilkanaście banków na ulicy Niedurnego.

Cztery lata temu naczelnym hasłem wyborczym były "zrównoważony rozwój", czy też "tanie budownictwo". Szkołę w Orzegowie wyremontowano, w Kochłowicach zaś wyburzono, jak kamienice w ich centrum. Od lat wlecze się sprawa przejęcia od PKP terenu kochłowickiego dworca, a mieszkańcy potrzebują przestrzeni publicznej z prawdziwego zdarzenia. Zainstalowanie w zabytkowej wieży wodnej np. teleskopu, dostępnego dla uczniów i mieszkańców przez Internet to koszt ledwie kilkunastu tysięcy złotych. Obok niej można ustawić nawet parowóz z wagonem, a chętnych do otwarcia w nim punktu małej gastronomii nie brakuje. Wspomniane wyżej "tanie budownictwo" skończyło swój żywot tak, że nie powstało ani jedno mieszkanie. Teraz słyszymy obietnicę, że miasto będzie kupowało domy od deweloperów. To jest tanio, skoro dotąd sprzedać nie mogli? Czy nie lepiej zbudować na koszt miasta dom spokojnej starości dla ludzi, którzy zwolnią swoje mieszkania? Można w nim zaoferować pobyt osobom wymagającym opieki wraz z będącymi w pełni sił. To obniży koszty, bo te drugie potrafią np. wspaniale gotować. Inne możliwości też są.

By dokładnie poznać nasz program, zachęcam do odwiedzenia strony www.rudaslaska-autonomia.pl Potrafimy działać. Stworzyliśmy i uratowaliśmy Industriadę, sztandarową imprezę naszego dziedzictwa industrialnego. Żadna inna organizacja nie wręcza pierwszoklasistom z rodzin mniej zasobnych "tyt", czyli rogów obfitości. To nasi członkowie uratowali zabytkowe wieże kopalni "Polska" przed złomowaniem. A dla Was chcemy zainicjować utworzenie w UM biura Rzecznika Praw Mieszkańca. Warto też wspomnieć przed głosowaniem słowa naszego metropolity: "oceniajcie krytycznie przedwyborcze obietnice i ich realizacje". Jak prawdziwi gospodarze.

A to prosta ilustracja do pomysłu z dworcową wieżą i zainstalowanym w niej teleskopem

POWRÓT